Latest Entries
koloryt lokalny / oglądam / olaszkocentrycznie

o kulturze za mało i za zero i neonach udokumentowanych

nie ma już dnia bez triumfu miasta stołecznego. brytyjski guardian ogłosił niedawno warszawę miastem z „najtańszą” kulturą w europie. ha! zwycięstwo! wreszcie nie „miasto z  najtańszą wódą” ani ani „miasto z najtańszymi sposobami na smutny koniec w rynsztoku”. kto uważa, że warszawusia nie zasługuje na oklaski, nie ma pojęcia o życiu. weźmy taką mnie – … Czytaj dalej

olaszkocentrycznie

o tym, że wady są w porządku, a także obdartych kolanach i tańcu pod gołym niebem w trochę mroźną sierpniową noc

w sobotę obudziłam się jako dwudziestosześciolatka. m. stanowczo twierdzi, że nie mogę jeszcze o sobie mówić, że „dobiegam trzydziestki”, ale że „odbiegam od dwudziestki” nie ma żadnych wątpliwości. nie płaczę, bo pierwsza siwizna (lipiec br.) i cycki niepierwszej jędrności, to niewielka cena do zapłacenia za brak nieuświadomionej samonienawiści, która trawiła mnie przez pierwszą połowę dwudziestek. nic mnie tak nie zachwyca … Czytaj dalej

british soil / oglądam / olaszkocentrycznie / z dala od domu

o nałogu teatralnym, czterech godzinach koczowania we foyer i najlepszym tramwaju życia

jeśli nic innego, to moje wyuzdane teatralne potrzeby sprawiają, że nigdy nie będę mogła zamieszkać w londynie na stałe. nie wolno mi. londyn to przecież teatralna stolica świata – zawodowych teatrów jest tu ponad dwieście czterdzieści, a we wszystkich na raz zasiąść może ponad sto tysięcy widzów. cała ta teatralna machina zarabia przeszło sześćset milionów funtów, czyli trzy … Czytaj dalej

british soil / olaszkocentrycznie / z dala od domu

tym razem o szczęściu ostatnich trzech tygodni (pisane na kolanie)

dzień wolny! oczy zachodzą mi łzami na myśl o tym, że to dziś. wreszcie, po trzech tygodniach nieprzerwanej, często morderczej jak na europejskie standardy pracy, mogę na cały dzień pogrążyć się w dolce far niente. nie muszę zupełnie nic, więc oczywiście jadę do londynu. by leżeć na trawie z książką, jeść pyszne jedzenie, pić pyszną kawę, oddawać … Czytaj dalej

british soil / jest problem / pracocha

„wiem, że miałaś mieć dzień wolny, ale bez ciebie nie damy rady”

siedzę i umieram. nie chcę krzyczeć, chcę być zen. nie mogę być zen, bo umieram z frustry, więc trochę ponarzekam, żeby się oczyścić i  jeszcze sobie pożyć. sprawy mają się następująco: dwudziestego siódmego czerwca wróciłam do anglii. dwudziestego ósmego czerwca o poranku wpadłam w bagno nigdy niekończącej się pracy. kiedy wszyscy inni mieli szkolenie, ja … Czytaj dalej